Tyberyjski Świt

[…] McCormik schował kopertę do nesesera i wyszedł przed bank. Przez chwilę się zastanawiał, po czym miał ruszyć w stronę swojego samochodu. Parking znajdował się po drugiej stronie ulicy. Zgiełk ulicy i tłum ludzi idących chodnikiem był nader spory o tej godzinie. – Czy ci ludzie nie mogą normalnie pracować? – pomyślał przeciskając się przez tłum. Dotarł w końcu do przejścia dla pieszych, ale nie zdążył przejść.
Zapaliło się czerwone światło dla pieszych a samochody już ruszyły. Nagle przed nim zatrzymał się czarny luksusowy samochód. Od razu kierowcy dali znać co myślą o idiocie, który zatrzymał się na skrzyżowaniu i to na pasach. Huragan klaksonów podniósł się błyskawicznie.
– Pan McCormik? – zapytał szofer nie zważając na klaksony.
– Tak. To ja.
– Prezes kazał podstawić samochód. Jedziemy do FBI.
– To dobrze – odparł szybko wsiadając do środka, aby kierowcy nie zlinczowali jego szofera. Jakie było jego zdziwienie, że w środku znajdował się jeszcze jeden pasażer. I to kobieta. Ładna, ubrana w elegancką garsonkę.
– Jessica Parker – przedstawiła dziewczyna uśmiechając się czule podając dłoń zaskoczonemu mężczyźnie. – Prezes wyznaczył mnie abym panu asystowała. Będę jego okiem i uchem.
Samochód błyskawicznie ruszył do przodu wciskając w fotel obydwoje pasażerów. Po chwili kierowca zwolnił i dostosował prędkość do ruchu ulicznego. McCormik spoglądał ukradkiem na kobietę siedzącą obok niego. Na jej kolanach spoczywała elegancka damska torebka. Ona zauważyła jak mężczyzna się jej przygląda. Uśmiechnęła się po czym zapytała.
– Czy prezes nie przekazał panu jakieś wiadomości czy instrukcji?
– A tak – McCormik otrząsnął się po czym otworzył neseser. Wyjął z niej kopertę po czym złamał pieczęć. Zajrzał do środka i wyjął z niej pojedynczą kartkę. Na niej zaś jedno słowo napisane pięknym stylowym pismem.
– Dziwne. – odparł McCormik spoglądając na kartkę wyjętą z koperty.
– Co dziwne? – zapytała Parker uśmiechając się.
– Prezes powiedział, że w kopercie jest instrukcja. A ja tu widzę jedno słowo.
– Jakie słowo? – zapytała zaciekawiona Parker.
– Mockingbird. – odparł MacCormik. Uśmiech z twarzy dziewczyny znikł błyskawicznie. Pokiwała głową po czym odezwała się chłodniejszym tonem.
– Przykro mi, ale to instrukcja dla mnie, panie McCormik.
McCormik spojrzał na nią. I nagle zaczął się bać. Dziewczyna bardzo szybko sięgnęła do swej torebki a w jej ręku ukazał się pistolet z tłumikiem.
– Bractwo Nod żegna.
Rozległ się wytłumiony wystrzał, zaś pocisk wystrzelony z pistoletu wwiercił się pomiędzy oczy mężczyzny odrzucając jego głowę do tyłu. Szybko założyła foliową torbę na głowę mężczyzny i zacisnęła pasek, aby krew nie pobrudziła wnętrzna samochodu. Szofer nie zareagował. Właśnie
minęli budynek FBI. Samochód wjechał w kolejną ulicę. Mężczyzna zwrócił się do kobiety.
– Tam gdzie zwykle?
– Tak, Bruno.
Parker wyciągnęła telefon komórkowy z torebki. Wybrała odpowiedni numer. Rozmówca po drugiej stronie odezwał się błyskawicznie.
– Tu Mockingbird. Zadanie wykonane. Przelew jak zwykle panie L. Pozdrowienia.
– Przelew już wyszedł. Mamy dla ciebie nowe zadanie. Za chwilę je otrzymasz.
Kobieta wyjęła z torebki mały palmtop. Spojrzała na ekran.
– Ile? – zapytał rozmówca.
– Dwadzieścia od głowy oraz dziesięć od razu na wydatki. –
odpowiedziała.
– Zgoda. – odparł mężczyzna i rozłączył się.

Dodaj komentarz